Skąd pomysł na połączenie drewna z minerałami?

Kilka lat temu przycinając uschłe gałęzie w naszej starej gruszy zwróciłam uwagę na piękne przebarwienia i niesamowite rysunki na drewnie. Zapragnęłam mieć z tego drewna naszyjnik i tak właśnie powstał pierwszy wisiorek. Z czasem zaczęłam umieszczać w drewnie bursztyn. Nauczyłam się pracy z miedzią, aby robić zawieszki do wisiorków, a do rzemieni zapięcia. Stopniowo powstawała biżuteria również z innych rodajów drewna. Ponieważ mamy siedlisko na wsi, gdzie oprócz starych drzew owocowych rosną również inne gatunki drzew, to swojego materiału mam pod dostatkiem. Zawsze trzeba przyciąć jakąś uschniętą lub niepotrzebną gałąź, więc teraz nie odkładamy wszystkiego na opał, tylko poddajemy starannym oględzinom i odkładamy do suszenia. Drewno schnie zazwyczaj od pół roku do roku, czasem nawet dłużej. Jeżeli zbyt wcześnie zostanie pocięte, to po jakimś czasie pojawiają się promienie lub pęknięcia. Już wiem, że cierpliwość jest nieodzowna i szkoda poświęcać czas i pracę nad świeżym drewnem.

Inkrustacja?

Pewnego dnia zobaczyłam gitarę, której popękane pudło rezonansowe było odnowione w ten sposób, że w szczelinach umieszczono inkrustację z turkusu. Wtedy właśnie pojawiła się myśl o inkrustacji minerałami. Zaczęłam drążyć temat, czytać, uczyć się i eksperymentować. Na początku były to pokruszone korale z turkusu czy malachitu. Później dotarłam do firmy zajmującej się krojeniem m.in. naturalnego turkusu i tam zakupiłam ścinki minerału, a na giełdzie minerałów nabyłam bryłki malachitu, pirytu, lapis lazuli oraz węglika krzemu. Wyszukałam recepturę na mieszaninę naturalnych wosków służących do impregnacji drewna, ale, jak się później okazało, trzeba ją było trochę udoskonalić i zmienić proporcje. Tak zaczęła się moja przygoda z drewnem i minerałami, która trwa do dnia dzisiejszego. Bardzo lubię pracę z drewnem. Zapach podczas jego szlifowania przy każdym rodzaju drewna inny. Na początku chropowata powierzchnia ukrywa rysunek stworzony przez naturę, lecz stopniowo wydobywam go i sprawiam, że drewno staje się aksamitne w dotyku. Natura ciągle mnie zaskakuje i zachwyca. Plasterek z wizerunkiem buddy, kobiety przypominającej Hiszpankę, dziobak czy po prostu pięknie ułożone słoje i kolorystyka przebarwień. Czasem żal mi robić inkrustację, aby nie zepsuć czegoś pięknego, w całości doskonałego i zachwycającego. Myślę, że jeszcze wielokrotnie patrząc na kawałek drewna powiem „niezwykłe, unikalne”. Podczas tworzenia do każdej rzeczy, która wychodzi spod mojej ręki dodaję cząstkę siebie, miłości do drewna i zachwytu nad pięknem tego, co stworzyła natura. Równoległa pasja to recykling, czyli u mnie chęć połączenia niepotrzebnych rzeczy i ujrzenia ich w nowej formie, zupełnie różnej od pierwotnego zastosowania i tak powstały lampy. 

Biżuteria z drewna i lampy to pojedyncze, unikatowe egzemplarze, a następne z danego rodzaju mogą być podobne, ale nigdy takie same.

Zapraszam do sklepu :)